Rzadko biorę się za starocie, które mają dostępny remaster lub remake. Patrząc na historię tychże, doszedłem do wniosku, że w większości przypadków są one zgodne z duchem oryginału i naprawiają, bądź eliminują ich bolączki wieku. Jednak rozprawiamy tutaj o RETRO, zatem wziąłem na tapet pierwszą część wykreowanego przez Oddworld Inhabitants i wydanego dzięki GT Interactive uniwersum Oddworld. I niech mnie cholera jasna trafi – już wiem, czemu Abe’s Oddysee jest jedną z moich ulubionych gier oraz tych, które ukształtowały mnie jako gracza.

Czymże zatem tytuł jest? Jak zapewne wywnioskowaliście po poniższych screenach, jest to platformówka w 2D, w której kierujemy losami tytułowego Abe’a – przedstawiciela gatunku Mudokonów. Nasz bohater oraz „pracownik” fabryki mięsa Rupture Farms, odkrywa przypadkowo sekret, który nie powinien przedwcześnie wyjść na jaw. Okazuje się, że Glukkoni, właściciele zakładu oraz ciemiężyciele Mudokonów planują przerobić swoich pracowników na smakowite jadło (ku pokrzepieniu, jakby to Skrzypas powiedział). Przerażony takim obrotem spraw Abe decyduje się na ucieczkę ze swojego „miejsca pracy” (albo raczej łagru), co daje nam pretekst do przejęcia kontroli nad dalszymi jego perypetiami.

Głównym celem początkowych etapów jest ucieczka z Rupture Farms. To również wprowadzenie, które pełni rolę samouczka, jednak nie takiego, co prowadzi gracza za rękę. Prawda – kluczowe informacje, jak używanie dźwigni, czy odpalanie bomb dotykiem są wyjaśnione, jednak większość odkrywamy sami poprzez eksplorację. Wszak wspomnieć należy, że gra najeżona jest dość dobrze ukrytymi sekretnymi lokacjami. W standardzie możemy biegać, człapać oraz chodzić na paluszkach (żeby nie obudzić przeciwników, o których wspomnę dalej). Skaczemy, turlamy się oraz wspinamy na krawędzie wyższych platform. Pełen pakiet platformowej sztampy. Na drodze kolejnych pojawiających się ekranów (nie ma tutaj aktywnego przewijania) stajemy przed wyborami, które niejednokrotnie są potwierdzeniem zasady nauki przez błędy. Jeśli pociągniemy za dźwignię, a inny Mudokon stoi na zapadni, może spaść, połamać się i zakończyć swój żywot powiększając ilość śmiertelnych wypadków tego dnia.

Nie bez powodu wspomniałem o wypadku śmiertelnym innego ze współbraci Abe’a. Na swojej drodze spotkamy NPC, z którymi możemy wejść w interakcję celem pomocy im w ucieczce z fabryki. Komunikujemy się z nimi poprzez prostą mechanikę komend, jakimi niebieski bohater dysponuje. Są cztery podstawowe: „Hello„, „Follow me„, „Wait!” oraz okazanie złości (które do niczego nie służy). Poza podstawowymi możemy również gwizdać (potrzebne na dalszych etapach rozgrywki), śmiać się i… puszczać bąki. Te ostatnie również są niezbędne do przejścia łamigłówek po ucieczce w Rupture Farms. Pozostali pracownicy nie są zbyt inteligentni i bardzo łatwo doprowadzić do ich śmierci przez (choćby) piłę do mięsa, czy też mogą zostać rozstrzelani przez Sligów.

Mudokoni, jak już mówiłem to zniewolona społeczność. Logicznym jest zatem, że ucieczka z Rupture Farms wiązać się musi również z zagrożeniem ze strony innych rozumnych, a tymi są Glukkoni – ciemiężyciele i właściciele fabryki, którzy przez zdecydowaną większość gry nie występują jako przeciwnicy podczas rozgrywki, a jedynie tło fabularne. Tymi głównymi są Sligi – owadopodobne stworzenia z dorobionymi robotycznymi nogami, które to patrolują fabrykę uzbrojeni w karabiny maszynowe. Okazjonalnie towarzyszą im Slogi – różowe i okrągłe „coś” na dwóch nogach mające być analogią do psów wartowniczych. Przeciwko niemilcom mamy dwie opcje: ucieczka lub też opętanie Sliga. Odbywa się ono poprzez wciśnięcie jednoczesne L2 + R2 (L1 + R1, L1 + L2, R1 + R2 również działają). Chwila inkantacji i możemy przejąć kontrolę nad przeciwnikiem. Jest to o tyle przydatne, że w odpowiednich momentach jesteśmy w stanie wyeliminować (dzięki karabinowi) pozostałych patrolujących teren. Po ucieczce z Rupture Farms na naszej drodze staną Paramites i Scrabs.

Po opuszczeniu znienawidzonego miejsca pracy trafiamy do enklawy wolności Mudokonów, gdzie od szamana dowiadujemy się, że możemy być wybrańcem, który uratuje współplemieńców i zniszczy Rupture Farms. W tym celu musimy przejść dwie próby, które wprowadzają kolejnych przeciwników. Tym razem są to Paramites – czyli insektopodobne, pokraki współpracujące ze sobą i w ten sposób polujące oraz Scrabs – dostojne, tyczkowate stworzenia będące połączeniem niewiadomo czego z niewiadomo czym. Te drugie to samotniki i doprowadzenie do spotkania dwóch osobników kończy się krwiożerczym tańcem, z którego wyjdzie tylko jeden. Poza rozszerzeniem bestiariusza wprowadza to również do rozgrywki zmianę otoczenia, które z mocno industrialnego przechodzi w dość pierwotne i osadnicze, ale zgodne z naturalnym cyklem. Ponieważ kolejną z sił, jakie stoją u podstaw geniuszu Abe’s Oddysee są właśnie lokacje.

Gra zarówno od strony wizualnej, jak i rozgrywkowej jest bardzo spójna, ale i bogata w zawartość. Paleta barw, mimo dość czarnohumorystycznie przedstawionej fabuły jest mroczna i bardzo dobrze oddająca uciemiężenie, jakie spadło na Mudokonów. W przypadku rozgrywki nie jesteśmy zawaleni zagadkami, bądź też etapami ucieczki przed przeciwnikami. Jest to wszystko wyważone, a co najważniejsze zachęcające do dalszej eksploracji. Nie jesteśmy również znudzeni planszami, ponieważ jak wspomniałem – bardzo płynnie przechodzimy fabularnie między różnymi i oczy nasze są dopieszczone wizją artystyczną Oddworld Inhabitants. A warto zaznaczyć, że gra kończy w tym roku 29 lat! Jest to niemały wyczyn, żeby wyglądać dobrze w 2026 roku.

Nie mogę również powiedzieć złego słowa na temat udźwiękowienia. Nie jesteśmy bombardowani pompatyczną muzyką, jako tłem. Na dobrą sprawę muzyka pojawia się rzadko, a przez większość czasu towarzyszą nam ambienty i delikatne odgłosy samego otoczenia. Gdzieś w tle słychać patrolujących, albo śpiących Sligów. Bzyczenie pszczół, czy też odgłosy maszynek do mięsa. Bardzo dobrze to komponuje się z powolną dość rozgrywką i utwierdza mnie w przekonaniu, że najlepszym określeniem, jakie można zastosować do Oddworld: Abe’s Oddysee jest SPÓJNOŚĆ. Tutaj nie ma elementów, które powodują „meh” wydobywające się z gardzieli. Każdy element jest dobrze zaplanowany, a pozornie sprzeczne ze sobą industrializm i naturalizm późniejszych etapów bardzo dobrze podkreślają kontrast między bezwzględnymi Glukkonami, a pokojowymi Mudokonami.

Uwielbiam tę grę! No kocham zwyczajnie. Przypomina mi szczenięce lata i odpalanie płyty z demkami na przerobionym PS1. A gdy już dorwałem się do pełnej wersji to byłem odwrotnie niż Mudokoni – jakby wyzwolony i przepadłem całkowicie. W tytuł można zagrać na PS4/PS5 w ramach emulowanych staroci dostępnych na PSS. I wiecie co? Platynkę wbiję z przyjemnością. Szczególnie, że do zbyt wymagających nie należy. A Wam polecam zagrać!
/Kacper „Jeff”







Zostaw odpowiedź