Minęło już sporo czasu, odkąd kurier DHL dostarczył mi nadaną bezpośrednio ze sklepu THQ Store przesyłkę zawierającą pudełkowe wydanie Gothic Classic na Xbox One/Series X. I choć w założeniach jest to dokładnie ten sam Gothic, który obrósł niemal irracjonalnym kultem nad Wisłą, to zawiera kilka różnic względem swojego oryginału z PC czy też „średniego brata” w postaci wersji na Switcha. Mimo przypisania wpisu do kategorii „RECENZJE”, potraktujcie ten tekst raczej jako formę felietonu, a także zbiór obaw, które targają mną w kontekście zbliżającego się wielkimi krokami Gothic Remake.

W trakcie ponownego przechodzenia Gothica, tym razem na platformie należącej do „teamu zielonych”, coraz częściej zastanawiałem się, dlaczego właściwie zakochałem się w tej grze i nie mam problemu z jej corocznym ogrywaniem. Moje rozterki wynikały z bezdyskusyjnych ułomności, które w tej produkcji były i nadal są obecne. Drętwe, naiwne i momentami przaśne dialogi, kanciaste animacje czy mało responsywne poruszanie głównego bohatera. Dodatkowo wersja konsolowa przyniosła kolejne problemy, jak choćby namierzanie przeciwnika w momencie, gdy atakuje nas większa grupa. Warto też przypomnieć częste crashe w chwili premiery na PC. A mimo tego tytuł zyskał miano „najbardziej kultowej polskiej gry stworzonej przez niemieckiego developera”.

Jeśli chodzi o wydanie Gothic Classic na duże konsole, tj. PlayStation i Xbox, to mamy niewątpliwie do czynienia z produktem ostatecznym i najbardziej kompletnym. Mam tutaj na myśli wyeliminowanie błędów, które w wersjach PC, ale również na Switchu, potrafiły wywalić grę do pulpitu czy menu głównego konsoli. W przeciwieństwie do przenośnej wersji z „Pstryczka”, gra utrzymuje stabilne 60 fps, co świadczy nie tyle o większej mocy obliczeniowej konsol Sony i Microsoftu — Switch spokojnie poradziłby sobie z tym tytułem — ile o tym, że ktoś po prostu bardziej przyłożył się do optymalizacji. Gothic nie szarpie, nie rwie animacji i nie gubi klatek w całkowicie losowych momentach, co było normalnym zjawiskiem w wydaniu na konsolę Nintendo. Nie trafiłem również na błędy blokujące wykonanie czynności, poza jednym przypadkiem. Podczas zbierania lootu z przeciwnika zdarzał się brak reakcji na wciskanie przycisku, przez co nie można było nic podnieść. Trzeba było wyjść z akcji i rozpocząć ją ponownie — wtedy wszystko działało poprawnie. W trakcie przechodzenia gry miałem taką sytuację kilkukrotnie. Frustrujące — owszem. Trzeba jednak pamiętać, że gra pierwotnie ukazała się 25 lat temu. Uniemożliwiające zabawę — absolutnie nie.

Sterowanie zostało żywcem wyciągnięte z wersji na Switcha. Uważam jednak, że poza jednym elementem poradzono sobie z tym naprawdę dobrze. Zresztą pad idealnie nadaje się do machania mieczem z użyciem D-pada. Kamera sterowana prawą gałką przemieszcza się płynnie, a korzystanie ze skrótów klawiszowych przy użyciu RB działa całkiem intuicyjnie. Dodatkowo rozwiązanie to zostało wplecione w interfejs, dlatego po wciśnięciu RB otrzymujemy podpowiedź, co znajduje się pod konkretnym przyciskiem. Jedyną frustrującą rzeczą pozostaje sterowanie bohaterem, który jest bardzo wrażliwy na wychylenie lewej gałki. Wystarczy delikatnie odbić w jedną bądź drugą stronę, a Bezimienny automatycznie skręca. Korygowanie toru ruchu będzie więc częstym zjawiskiem. I podobnie jak wcześniej — jest to irytujące, ale nie uniemożliwia rozgrywki.

Zmiany względem oryginalnej wersji dotyczą również interfejsu oraz zarządzania ekwipunkiem, które zostało zmienione (chwała Innosowi!) z nieintuicyjnego systemu pojedynczych kolumn prawo/lewo na rozwiązanie bardziej przypominające Gothica II, lecz z podziałem na zakładki zależne od kategorii poszukiwanego przedmiotu. Przeglądanie inwentarza nie jest więc już przydługą katorgą, a raczej w miarę intuicyjną czynnością, choć wizualnie nadal bardzo prostą. Skoro już jesteśmy przy kwestiach związanych z interfejsem, wspomnę jedynie, że drobnego liftingu doczekały się również okna dialogowe. Teksty wyświetlane są nieco większą czcionką, ale nie kosztem jakości. Znaki prezentują się dobrze i nie rażą kontrastem, jak miało to miejsce w wersji na Switcha.

No i last but not least pozostaje kwestia oprawy graficznej. Jeśli nie mieliście styczności z tym wydaniem i nie oglądaliście materiałów na YouTube, możecie zauważyć po załączonych screenach, że grafika wydaje się nieco ładniejsza i żywsza. Gra doczekała się dwóch trybów graficznych. Pierwszy to oryginalny i, jak sama nazwa wskazuje, otrzymujemy wtedy pierwszego Gothica dokładnie takim, jakiego stworzyło Piranha Bytes. Drugi natomiast jest ulepszony i różni się trzema zasadniczymi elementami: zdecydowanie poprawionymi teksturami oraz zachowaniem wody, oświetleniem i cieniowaniem. Postacie oraz obiekty reagują na dynamiczne światło, a co za tym idzie rzucają cienie na powierzchnie i otoczenie. Dodało to całkiem ciekawego kolorytu do wyglądającego dziś już dość paskudnie Gothica. Całość działa także w wyższej rozdzielczości względem portu na Switcha.

Natomiast pod względem założeń jest to wciąż ta sama gra, bez dodatkowej zawartości. Nie wydaje mi się, żebym musiał się teraz nad tym szerzej rozwodzić. Tytuł nadal pozostaje drewniany od strony mechanik, jednak lepszego symulatora rozwoju postaci „od zera do bohatera” ze świecą szukać. Przeszedłem mnóstwo gier na swojej drodze, jednak to właśnie Gothic daje mi realne poczucie, że rozwój bohatera faktycznie coś wnosi i zmienia. Sam port również wydaje się skierowany głównie do weteranów serii i fanów marki. Młodszych graczy raczej nie rozkocha w sobie i szybko ich odrzuci. Nie jest to jednak ich wina, a raczej kwestia tego, że Gothic stanowi część naszych wspomnień, a jak wiadomo — sentyment nie jest dobrym doradcą i trudno uznać go za siłę obiektywną. Dlatego też bardzo obawiam się premiery planowanego na 5 czerwca 2026 roku Gothic Remake. THQ Nordic, czyli właściciel marki, zdecydował się wskrzesić serię, powierzając projekt hiszpańskiemu studiu Alkimia Interactive. Prace trwają już od siedmiu lat, a gra na udostępnianych materiałach z rozgrywki sprawia wrażenie niedorobionej i kulejącej w wielu kluczowych aspektach. Całej sytuacji nie poprawia również fakt, że Hiszpania nie jest rynkiem docelowym dla remake’u. Jest nim przede wszystkim Europa Wschodnia, gdzie kult Gothica pozostaje największy. Nie można było zaangażować do tego projektu studia z Polski? THQ mogło wziąć przykład z Ubisoftu, który planując Heroes V oddał produkcję do kraju, z którego pochodziła największa grupa fanów i doskonale rozumiała fenomen stojący za marką.

Przed nami również planowane wydanie pozostałych części uznawanych za kanon w wersjach Classic. We wrześniu doczekamy się Gothic II z Nocą Kruka, a w listopadzie Gothic III (bez Zmierzchu Bogów, uff…). Mam jednak dziwne wrażenie, że THQ nie jest do końca pewne zwrotu inwestycji z remake’u, dlatego porty klasyków stanowią swego rodzaju plan awaryjny, który i tak sprzeda się fanom serii. A Gothic Classic serdecznie polecam — zarówno miłośnikom marki, jak i tym, którzy wiedzą, czego mogą się spodziewać.
/Kacper „Jeff”








Dodaj komentarz