Lubię gry zabawne, bawiące się formułą, które deformują utarte schematy i klisze. Choć do gry, którą recenzuję, przylepiono łatkę GTA, Deliver At All Cost jest właśnie takim tytułem, którego cechy wymieniłem powyżej.

Weź się do roboty!
Główny bohater na tyle imion, że ciężko je spamiętać. W głowie utknęła mi scena, gdzie jedna z postaci wymienia wszystkie imiona i nazwiska używane przez protagonistę. Fabuła na początku wydaje się bardzo prosta. Przyjeżdżamy do miasta, aby zacząć nowe życie. W radiu nadają reklamę: szukany kurierów. Zenek postanawia podjechać do firmy i okazuje się, że to już nieaktualne, ale zapomnieli wycofać ogłoszenia. Szefu jednak stwierdza, że da nam szansę, co nie podoba się synowi, który nie za bardzo chce kolejnego etatu. Tylko kto właściwie rządzi w tej firmie? Kto właściwie pociąga za sznurki i ma w tym swój interes? To nie takie proste, jakie wydaje się na samym początku.
Wsiadamy do wozu i zaczyna się jazda. Bo nie dostajemy zwyczajnej furgonetki i zwykłych przesyłek do paczkomatu. Tutaj wozimy tak pokręcone rzeczy, że głowa mała. Fajerwerki, które po drodze strzelają w każdym kierunku, ruszająca się rybę, zgniłe melony, które trzeba ożywić i przemalować. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Firma daje nam nie tylko robocze ubranie, ale również pickupa. Tego, możemy ulepszać, dodać dźwig, wciągarkę, a nawet napęd odrzutowy.

Jedź przez miasto, niekoniecznie ulicą
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że śmierć nie jest tu permanentna. Właściwie rzadko kiedy powtarzamy przez to misje, a odradzamy się dosłownie po chwili kilka metrów wcześniej. Czy to źle? Nie powiedziałbym, gra jest przez to łatwiejsza owszem, ale nie o wyzwanie i rekordy tu chodzi, choć po każdym zrealizowanym zleceniu dostajemy krótkie podsumowanko ze statystykami. Tabeli wyników i top 10 jednak nie uświadczymy.
Nasza gablota ma jeszcze jedną zaletę ( choć mają ją również inne pojazdy, które możemy przejąć, o ile są gdzieś zaparkowane). Mianowicie działa jak taran – przejedziesz nią przez każdy budynek jak przez masło. Można dosłownie wjechać przez ścianę w kuchni i wyjechać przez taras komuś na basen. Możesz zdemolować doszczętnie daną budowlę, aż się zawali. Radość z destrukcji jest nieopisana. To zachęca do brawury i na nie oglądanie się za siebie, co jest szczególnie ważne przez zapodaną strukturę zadań. Dodatkowo wszędzie poukrywane są skrzynki z forsą i częściami do ulepszenia wozu.

Wejdź na dach i zobacz te widoki
Wbrew pozoru nie ma w tej grze broni palnej, choć po mieście możemy się poruszać również na piechotę. Twórcy nawet zachęcają do tego by odwiedzać dachy, punkty widokowe i miejsca, które wskazane są rozlnaną żółtą farbą. Natomiast jako, że akcja gry dzieje się na przełomie lat 50 i 60 to sposób pokazania i budowy miast jest bardzo klimatyczny. Do tego dostajemy muzykę z epoki, samochody itd. itp.

Napisałem miast? Jak najbardziej. W toku fabuły i dziejących się wydarzeń trafiamy do nie jednego, a trzech różnych i dosyć sporych miejsc. Każde z nich jest podzielone na dzielnice, te mają osobne skrzynki i misje, czasem te fabularne sprawiają, że jeździmy po całej mieścinie. Gra rzuca nas na pola kukurydzy, do centrum, w góry, do wnętrza wulkanu, na plażę… no nie ma tutaj nudy. Możemy też spotkać postacie niezależne, które zlecają nam zadania poboczne. Widać jednak, że developerom musiało zabraknąć funduszy. Wszystkie 10 poboczniaków znajduje się w pierwszej lokacji. Zresztą połowa gry się tam dzieje. Miałem wrażenie, że przy tej drugiej połowie gry przeleciałem zbyt szybko – tak jakby twórcy chcieli już dociągnąć projekt do końca, żeby móc go wydać. Mimo to gra nie traci na grywalności, nie jest też zbytnio rozciągnięta. A to jest duża zaleta przy obecnie przeładowanych produkcjach, dziejących się w otwartym świecie.

Poznaj naszą historię
Sama fabuła również nie jest tak płaska i prymitywna. W tle pracy kuriera dzieją się wątki związane z przeszłością głównego bohatera. Mamy też kosmitów, dociekanie kim jest główny bohater i zaciętość maszego pracodawcy. To nie jest zwyczajne jedź od punktu A do punktu B. No i mamy tu też kilka postaci, z którymi zżyjemy się podczas rozgrywki. Historia opowiedziana jest zarówno w formie cut-scenek jak i plansz ala komiks.

Ważne jest również, że model jazdy jest bardzo zręcznościowy, a jednocześnie bardzo przyjemny, zarówno na klawiaturze jak i na padzie, a optymalizacja jest bardzo porządną i na 8 letnim sprzęcie działa idealne w rozdzielczości 2K. Czegóż chcieć więcej?

Będziesz Pan zadowolony
Właściwie nie mam się do czego przyczepić . Tu jest wszystko to, co tygryski lubią najbardziej. Dobra fabuła, wyraziste postacie, klimatyczna oprawa i dopracowane szczegóły. Życzyłbym sobie i wszystkim, którzy przeczytają tą recenzję, więcej tego typu tytułów.
Plusy:
- Dobra i przemyślana fabuła
- Trzy świetnie zaprojektowane miasta
- Klimatyczna muzyka
- Humor i postacie niezależne
- Dobra kondensacja zawartości
- Cały pomysł na grę i jego realizacja
Minusy:
- Brak rozbudowania gry w jej drugiej połowie( ale to jakbym miał szukać na siłę czegokolwiek złego)
We Deliver At All Cost pokazuje, że można dziś tworzyć dobry tytuł w otwartym świecie z wyważoną ilością.
Ocena 10/10







Zostaw odpowiedź